" Trudno być Polakiem nie nosząc w sobie tego dziedzictwa,

któremu na imię Polska”

Jan Paweł II

Wednesday, April 2, 2014

Okiem niepoprawnego optymisty
czyli... jak uzdrowić Kongres Polonii Amerykańskiej?
Artykuł ukazał się w Gwieździe Polarnej, Wirtualnej Polonii, Magazyn Polonia, Nowy Dziennik, Polish Gazette.
WALDEMAR BINIECKI
Nie wszyscy wiedzą, że Kongres Polonii Amerykańskiej to największa organizacja polonijna na świecie. Powstała w czerwcu 1944 r. w mieście Buffalo, w stanie Nowy Jork. Udział w zebraniu założycielskim wzięło ponad 2500 aktywistów polonijnych z terenu całych Stanów Zjednoczonych. Cel tego zjazdu był jeden – zjednoczyć wszystkich Polonusów i Amerykanów polskiego pochodzenia w celu zapewnienia egzystencji wolnego i niepodległego państwa polskiego po zakończeniu II wojny światowej. Jak wiemy z historii, tego celu nie zrealizowano.
Gwoli prawdy historycznej należy dodać, że jednym z celów powstania KPA było też wsparcie dla prezydenta Roosevelta w jego marszu ku czwartej prezydenturze. FDR z wielkim cynizmem wsłuchiwał się w opinię polonijnych liderów. Zimno kalkulował, czy poparcie 6 milionów Amerykanów polskiego pochodzenia pomoże mu wygrać wybory. Wcześniej zaś zdążył już przehandlować Polskę w Jałcie Stalinowi.
Rok później w wielu domach zdradzonych Polonusów obrazy z podobizną F.D. Roosevelta zniknęły ze ścian. Kongres Polonii Amerykańskiej jednak trwał dalej, pomagając w tworzeniu Programu Osób Rozproszonych po Świecie. Program ten pozwolił ponad 140 tysiącom polskich imigrantów na wjazd do Stanów Zjednoczonych po zakończeniu II wojny światowej.
KPA wspierał Radio Wolna Europa, przyczynił się do powołania Komisji Kongresu Stanów Zjednoczonych do przeprowadzenia śledztwa w sprawie masakry w Lesie Katyńskim. Po upadku stalinizmu miał swój udział w akcji wysyłania żywności do Polski, wartej kilkaset milionów dolarów. Liderzy Kongresu przyjmowani byli w Białym Domu przez kolejnych prezydentów USA. Kontynuując swoją misję, Kongres Polonii Amerykańskiej nawiązał dialog z Żydami, pokazując jak bliskie są mu idee internacjonalizmu rozumiane w krajach demokratycznych. Włączył się czynnie w promocję 500-lecia urodzin Mikołaja Kopernika w Ameryce. Wspierał Komitet Obrony Robotników i Solidarność. Wartość tej pomocy – oprócz moralnego wsparcia – przekroczyła 200 mln dolarów. KPA skutecznie lobbował za Polską w sprawie jej członkostwa w NATO.
Długo można by rozwodzić się o historii Kongresu i jego niezaprzeczalnych zasługach dla narodu polskiego, ale lepiej przeczytać ksiażkę mojego przyjaciela i wieloletniego prezesa KPA w stanie Wisconsin prof. Donalda Pienkosia – „For Your Freedom Through Ours: Polish American Efforts on Poland’s Behalf, 1863–1991”. Pozycja ta, mimo ubiegłorocznej publicznej deklaracji Longina Komołowskiego – prezesa Wspólnoty Polskiej – na rzecz tej książki jest nieosiągalna w języku polskim.
Wielkie nazwiska
W tym miejscu należy przypomnieć postaci charyzmatycznych przywódców Kongresu Polonii Amerykańskiej:
Karol Rozmarek (1897–1973) – pierwszy prezes KPA, działacz polonijny, adwokat i wydawca.
Alojzy Antoni Mazewski (1910-88) – drugi preses KPA, prawnik, działacz polonijny. 3 lipca 1988 r. Prezydent RP na Uchodźstwie Kazimierz Sabbat odznaczył go pośmiertnie Wielką Wstęgą Orderu Odrodzenia Polski).
Edward J. Moskal (1924-2005) – przedsiębiorca polskiego pochodzenia, działacz polonijny, trzeci prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej. W 1993 r., za wybitne zasługi w działalności polonijnej oraz osiągnięcia w dziedzinie polsko-amerykańskiej współpracy, prezydent Lech Wałęsa odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. W 1997 r. Moskal został mianowany honorowym obywatelem Krakowa, a w 2003 r. –Zamościa. Uhonorowany był ponadto doktoratem honoris causa Akademii Medycznej w Poznaniu.
Tylko w ostatnim przypadku, mimo znanych kontrowersji dotyczących osoby prezesa Moskala, ojczyzna nie zapomniała o zasługach tego lidera Kongresu. Pierwszy prezes jest raczej zapomniany przez historyków i państwo polskie.
Czas na teraźniejszość i przyszłość...
Od 2005 r. prezesem KPA jest Frank Spula. Jego dziadkowie przybyli do Chicago z Polski w latach 20., rodzice przyszli już na świat na ziemi amerykańskiej. Spula urodził się w 1951 r. w Chicago.
Z tym miastem związana jest cała jego kariera. Tu wychowywał się w polskiej dzielnicy, tu kończył wszystkie szkoły oraz studia z ekonomii, biznesu i ubezpieczeń w renomowanym De Paul University. Niewątpliwie Frank Spula jest już innym typem prezesa. Pytany o kontynuację linii swych poprzedników, mówi: „Alojzy Mazewski i Edward Moskal byli zupełnie innymi typami liderów. Inne mieli drogi i doświadczenia życiowe. Przyszło im działać w zupełnie różnej rzeczywistości politycznej” (za Tygodnikiem Przegląd – Agnieszka Fabian McGhee). I dalej, kontynuje autorka: „Frank zmierza w dobrym kierunku. W ciągu dwóch lat odbudował wiele spraw w Waszyngtonie, w tym w Białym Domu i Departamencie Stanu. Unika wikłania go w sytuacje konfrontacyjne, z jakimi często przybiegają krajowe siły, aby je wspierał, a inne atakował. W jakiejś mierze ma do wykonania pracę godzenia ognia z wodą: racji starszej Polonii o często ultrakatolickich i ultranarodowych poglądach z wizjami świata młodszego pokolenia, urodzonego w latach 80. i 90., które instytucje o. Rydzyka omijają szerokim łukiem. Jedni i drudzy są fragmentem tej samej polonijnej rzeczywistości”.
Prezes Spula znów został wybrany na kolejną kadencję, na kolejne dwa lata 2013-14 (gratulacje!). Pozostaje jednak pytanie o wizję Kongresu w XXI wieku. Co prawda, udało się zmienić, dzięki inicjatywie dr. Donalda Pienkosia z Wisconsin, misję Kongresu, w której nie walczy on już z demonami komunistycznej przeszłości, a skupia się na przyszłych losach Polonii w USA.
Misja Kongresu
W ubiegłym roku przy przeredagowaniu misji Kongresu pracowali głównie koledzy o amerykańskim rodowodzie i jest ona generalnie dobra, z małą dygresją: nie jest ani zbyt czytelna, ani porywająca.
Moim zdaniem, misja Kongresu Polonii Amerykańskiej powinna być bardziej jasna i pozwolić Amerykanom polskiego pochodzenia i Polakom mieszkającym w USA identyfikować się z nią.
Politycznie misją KPA było, jest i będzie budowanie profesjonalnego polskiego lobbingu w USA.
Czego więc potrzebuje KPA?
Postaram się – w kilku punktach – to zobrazować, przybliżyć i w telegraficznym skrócie pokazać największe bolączki Kongresu.
1. Jasnego i czytelnego programu dla obu grup tworzących KPA – (Amerykanów polskiego pochodzenia i Polaków tu mieszkających), które mogłyby zaangażować się i utożsamiać z nim.
Istotą takiego programu byłoby:
a. dążenie do wprowadzenia na stałe Polski i Europy Centralnej do polityki zagranicznej USA,
b. wprowadzenie tematyki polskiej do mediów amerykańskich i podręczników amerykańskiej historii, zwłaszcza o roli Polski w światowej historii (era Jagiellońska, bitwa pod Wiedniem, cud nad Wisłą, udział Polski w II wojnie światowej),
c. tworzenie sieci miast siostrzanych,
d. tworzenie sieci współpracy pomiędzy uczelniami w Polsce i USA,
e. zaangażowanie Kongresu w promocję biznesu pomiędzy USA i Polską,
f. promowanie polityków o polskich korzeniach,
g. dokumentowanie historii Polonii w USA i promocja polskiej historii i kultury w USA.
Obecnie jestem na etapie zakładania struktury wydziałowej w stanie Kansas i często zadaję sobie pytanie, co odpowiem, kiedy ktoś zapyta mnie: jaki program posiada KPA? Jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie na szczeblu stanowym, ale jeśli jako aktywista KPA mam problemy z określeniem czytelnego programu na szczeblu krajowym, to co może pomyśleć sobie potencjalny nowy członek KPA?
2. Dobrej polityki informacyjnej
Jako były szef Kongresu w Wisconsin i członek-założyciel Kongresu w Kansas chciałbym uzyskiwać informacje o tym, co się dzieje w KPA na szczeblu krajowym. Szukam więc na stronie głównej Kongresu:
– są pytania do kampanii prezydenckiej,
– żadnego gratulacyjnego listu do prezydenta Obamy,
– nic o polskim święcie niepodległości.
Strona Facebooka też niewiele mówi: jest coś o nowym polskim ambasadorze i nowym amerykańskim ambasadorze w Polsce, ale już niczego nie ma nt. ostatniego spotkania dyrektorów krajowych w Chicago.
Prasa:
Dziennik Związkowy – główny organ Polish National Alliance, którego prezesem jest też Frank Spula. Wpisuję do wyszukiwarki: „KPA” i... wyskakują artykuły: „Spór o finansowanie Polonii” oraz „Zaprzysiężenie władz Kongresu Polonii Amerykańskiej”, Reszta artykułów to materiały archiwalne.
Nic o spotkaniu dyrektorów czy też o rezolucjach KPA. Żadnych życzeń od KPA odnośnie święta niepodległości. Nic dziwnego, że media amerykańskie nie piszą o KPA, skoro samo KPA nic o sobie nie pisze. Nakładają się na to relacje dziennikarzy z Polski, którzy piszą o Kongresie źle, a jeśli wysyłamy im jakiś materiał, to nie jesteśmy traktowani poważnie. Nie brakuje też w Polsce „ekspertów od Kongresu”, którzy nie szczędzą mu razów.
3. Lepszej współpracy z wydziałami stanowymi
Ciekawy jestem, czy jest taka osoba na szczeblu krajowym, która za to odpowiada? Sam byłem szefem wydziału w Wisconsin i najlepiej współpracowało mi się z Rysiem Mazellą. Dzwoniliśmy do siebie, wymienialiśmy pomysły i robimy to nadal. Moje formy kontaktu z innymi były bardzo podobne do kontaktów z Polską. Wysyłam emaila – odpowiedź (w wersji optymistycznej) przychodzi po miesiącu. Ciekawe, czy ktoś weryfikuje dane, które przychodzą do centrali co roku.
Najważniejsza dla wydziałów stanowych jest koordynacja programów, wymiana pomysłów i sposobów ich realizacji. Szefowie nie mogą pozostawać sami – Centrala musi ich wspierać.
4. Aktywnego poszukiwania źródeł finansowania
Wszyscy w Kongresie, oprócz kilku osób w centrali w Chicago i biurze w Waszyngtonie, to wolontariusze w wieku grubo powyżej 50 lat.
W bardzo wielu wypadkach poświęcamy nasz prywatny czas – i niejednokrotnie pieniądze – dla dobra Polski. Może za 10 lat ktoś z Konsulatu RP przypnie do mojej piersi medal, który będę nosił na polonijne uroczystości i to przy założeniu, że nie trafię na jakąś czarną listę. Mówiąc poważnie – fundusze to aspekt najtrudniejszy. Może czas najwyższy zapoznać się z bilansem Związku Narodowego Polskiego, ponieważ jest on – zgodnie ze statutowym zapisem – „bankierem” KPA. Wiadomo wszystkim, że ze składek członkowskich Kongres się nie utrzyma. Nie mamy takich umiejętności jak Żydzi, którzy opanowali do perfekcji sztukę wspierania się pomimo wewnętrznych kłótni, które szybko zamiatają pod dywan.
Może nadszedł czas, aby wypracować swoje „know how”? Potrzebni są nowi, dynamiczni i wyedukowani działacze, którzy na zasadzie think-tanku rozwiążą ten problem. Łatwiej jest ludzi do czegoś przekonać, jeśli są jasne, logiczne cele i towarzyszy im taki sam program. Istnieje Fundacja KPA, która funduje stypendia i urządza loterie. Nie udało mi się, jako dyrektorowi krajowemu KPA, usłyszeć żadnego sprawozdania z działalności tej Fundacji. Trudno też powiedzieć, jaki jest formalny związek KPA z Fundacją.
W Stanach Zjednoczonych jest dużo zamożnych ludzi, zarówno wśród Amerykanów, jak i Polonii. Można spróbować, podejmując sensowne działania, ubiegać się o wsparcie z tych kręgów, ale potrzebna jest szybka i zdecydowana odbudowa wizerunku KPA, bo inaczej nikt nie da na nieznany bliżej cel złamanego centa.
Ostatnio niektóre wydziały stanowe zwróciły się o pomoc o dofinansowanie do rządu RP. Finansami na ten cel zarządza od niedawna Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Na swoich stronach internetowych zamieściło ono programy, z których mogą korzystać organizacje polonijne. Jest jednak jasny wymóg. Trzeba napisać i umotywować przejrzysty projekt, a następnie przesłać go do danego Konsulatu w określonym czasie. Musi on spełniać pewne procedury.
5. Rekrutacji nowych członków
Jako szef KPA w Wisconsin często miałem okazję usłyszeć opinię innych, że „jako Polak nie będę się angażował w żadną działalność”. Potem widziałem takich ludzi na spotkaniach, które organizował Kongres, np. z prawnikami imigracyjnymi. Czyli: korzystać – tak, ale działać – nie.
Mój były kolega powiedział mi kiedyś wprost: „Po co Ty to robisz? Ile kasy miałbyś za ten czas?”. Albo: „Ja działam w organizacji kulturalnej i nie chcę mieć nic wspólnego z polityką”.
Poprzez takie postawy następuje marginalizacja polskiej grupy etnicznej w Ameryce. Upadają parafie. Księża po cichu wyprzedają parafialne majątki. Pieniądze Polaków trafiają jako wypłaty dla ofiar przestępstw księży pedofilów. Źródła historyczne, artefakty trafiają niejednokrotnie na śmietnik historii. Oby tak się nie stało z całą polską grupą etniczną.
A jednak powoli zaczyna się coś zmieniać w świadomości Polonii, przychodzą nowi, nie muszą to być tłumy – wystarczy kilku ambitnych, mądrych nowych członków, aby coś pozytywnego zaczęło się dziać. Nie można jednak ich pozostawiać samym sobie. Trzeba im pomóc, a może tylko nie przeszkadzać, pokazać strategię i narzędzia naboru.
KPA w Wisconsin prowadzi akcję naboru członków w trakcie polskiego festiwalu i innych imprez. Mimo konkurencji ze strony zazdrosnych innych polonijnych organizacji, udaje się pozyskać nowych członków. KPA w Wisconsin zyskuje na stronie portalu Facebooka coraz większe grono sympatyków. W porównaniu do innych stanowych oddziałów KPA – ma się czym pochwalić.
Od kilku lat jesteśmy konsekwentni i realizujemy to, o czym mówimy. Mówiliśmy o akcji zniesienia wiz dla Polaków. Zebraliśmy ok. 400 podpisów, wysyłaliśmy listy do polityków w Wisconsin, a potem współuczestniczyliśmy w uchwaleniu rezolucji miasta Milwaukee w sprawie zniesienia wiz dla Polaków. Ludzie lubią konsekwencję i doceniają ją w postaci większej liczby kart członkowskich czy też dotacji. Obiecaliśmy, że będziemy pokazywać dobre polskie historyczne filmy i robimy to w Wisconsin, kooperując z UWM. Mamy tam swoich sympatyków i przyjaciół. Ważne jest to, aby ludzie poczuli więź. Gdy widzę, jak na widowni siedzi ok. 300 osób i płynie w nas ta sama krew, to za wieszczem chcę zawołać: „serce rośnie, patrząc na te czasy”!
Konkrety działają na ludzką wyobraźnię, budzi się poczucie przynależności, polonijny patriotyzm. Byle był jasno określony plan i strategia działania.
6. Diversity, czyli czy możliwa jest współpraca Polaków z Polski i Amerykanów polskiego pochodzenia?
Uwielbiam ten temat i nawet zajmuję się nim profesjonalnie.
Zacznijmy od początku. Nigdy nie sądziłem, że będę mieszkał w USA, nawet wtedy, gdy pobraliśmy się z Susan w Bydgoszczy w 1998 r. Wyemigrowałem do USA w 1999 r., a oficjalnie mieszkam w USA od 2000 r. Posiadam oba obywatelstwa. W Polsce miałem dobrze prosperującą firmę i tęskniącą za swoim krajem żonę. Nie jestem więc emigrantem zarobkowym.
Mój pierwszy kontakt z Amerykanami polskiego pochodzenia miał miejsce podczas wykładu otwartego, w którym miejscowy profesor opowiadał między innymi o tzw. „Polish flats” w Milwaukee jako o lokalnym wynalazku polskich imigrantów. Po wykładzie podszedłem do niego, przedstawiłem się i zapytałem, czy był w Polsce i czy widział polskie sutereny? Na to profesor odpowiedział mi, że w Polsce nie był, ale ma doktorat z polskiej historii. „A Ty?” – zapytał. A ja na to, że trzy miesiące temu wysiadłem z samolotu i przestałem nosić krawat po wizycie w Farmer Fleet. Totalnie się nie zrozumieliśmy. Podobna sytuacja ma miejsce w KPA.
Mówię po angielsku z akcentem. Jednak po kilku latach zostałem wybrany na prezesa KPA w Wisconsin przez większość Amerykanów polskiego pochodzenia i razem udało nam się zrealizować wiele wspólnych pomysłów. Podobna sytuacja trwa w krajowym KPA. Po objęciu stanowiska przez Franka Spulę, język angielski zmiótł język polski. Sytuacja zmienia się tylko wtedy, kiedy na zebranie przybywa jakiś ważny gość z Polski lub – jak ostatnio – poseł do parlamentu litewskiego (Polak z Litwy). Przez angielską część spotkania siedział, biedaczyna, nic nie rozumiejąc.
Tak się stało, bo nowa generacja, która funkcjonuje w Kongresie Polonii Amerykańskiej, w większości nie mówi i nie rozumie języka polskiego, a przeważająca część obrad Kongresu odbywa się w języku angielskim. Nie ma i nie może być usprawiedliwienia dla aktywistów Kongresu, którzy nie chcą się uczyć języka polskiego. Nie po to nasi ojcowie przelewali krew, aby jedna rezolucja wygodnych panów pozwoliła wykreślić język Rozmarka, Mazewskiego i Moskala.
Co więcej, jeżeli chcemy otworzyć się na Polaków urodzonych w Polsce, to musimy pamiętać, że nowi przybysze już tutaj nie przypływają statkiem za chlebem. Latają do Polski na wakacje, zakładają biznesy i tu, i w Polsce. Posiadają dwa obywatelstwa i Statua Wolności ma dla nich inne znaczenie niż 50 lub 100 lat temu.
Polska odgrywa coraz większą rolę na arenie międzynarodowej i jej XIX-wieczny wizerunek musi się zmienić w mentalności przeciętnego Amerykanina. Amerykanie polskiego pochodzenia w większości przypadków nie do końca ufają wykształceniu Polaków z Polski. Ciekawym przykładem jest zatrudnianie dyrektorów w Polskim Centrum w Wisconsin. Od 2000 r. przez tę instytucję przewinęło się co najmniej ośmiu dyrektorów. Żaden nie był Polakiem urodzonym w Polsce. Tylko jeden z nich miał kwalifikacje odpowiadające takiej instytucji. Reszta nie miała pojęcia o Polsce, o jej historii, nie mówiąc o znajomości języka polskiego.
Brak wiary w Polaków z Polski nie przeszkadza Fundacji Kościuszkowskiej, w której większość stanowią Polacy urodzeni i wykształceni w Polsce. Wyrazy uznania i gratulacje dla Alexa Storozynskiego za to, że potrafił przeorientować Fundację i nadać jej nowoczesny charakter!
7. Używania technologii
Dlaczego w dobie Internetu, mediów socjalnych nie można się wiele dowiedzieć o działalności KPA? Dlaczego? Istnieje główna strona internetowa http://www.pac1944.org, gdzie znajdują się stałe informacje na temat Kongresu (zdecydowana większość w języku angielskim) i jest także odnośnik do strony Facebook. Większość struktur stanowych Kongresu posiadają także swoje strony internetowe oraz strony mediów socjalnych. Można się z nich dowiedzieć, co się dzieje w poszczególnych stanach. Ale czy osoby, które w Kongresie odpowiadają za politykę informacyjną, czytają i analizują to, co się na nich dzieje? Strony Facebooka nie są ze sobą zintegrowane („nie lubią” się wzajemnie, przez co tracą możliwość otrzymywania informacji). Dochodzą do tego osobiste animozje i humory administratora głównej strony FB, który nie chce publikować informacji z innych stron. Rzecznik prasowy Kongresu pozostaje w stanie uśpienia, a komunikaty prasowe publikowane są nie wiadomo w jakiej prasie. Pewnie tylko amerykańskiej i tylko w Waszyngtonie, bo w tak zwanym terenie nigdy nie udało mi dostać żadnej informacji od rzecznika prasowego.
Subsydiowany przez ZNP Dziennik Związkowy w Chicago zamieszcza czasami jakiś artykuł, publikację określonego środowiska polonijnego o określonej orientacji i światopoglądzie. Tematy polskie, o współczesnej Polsce i o Kongresie Polonii Amerykańskiej w amerykańskiej prasie nie istnieją. Czy Kongresowi potrzebne jest połączenie z Polską? Tak!
Tylko kilka wydziałów stanowych posiada w Facebooku networking z polskimi politykami różnych maści oraz parlamentarzystami, którzy codziennie mogą się dowiedzieć, co słychać w wybranych stanowych częściach Kongresu. Strona krajowa śpi.
Powstaje pytanie, czy czołowi aktywiści KPA rozumieją i doceniają rolę technologii, Internetu i mediów socjalnych u progu XXI wieku? Jeśli chcecie pozyskać nowych członków i liderów – nie ma innej drogi.
8. Partnera strategicznego
No, i mam jak w banku. Znów trafię na czarną listę. Bo będę pisał o moim rządzie i przedstawicielach Konsulatu. Są to bardzo mili ludzie. Mają jednak tę wadę, że zmieniają się co jakieś 5 lat i trzeba do takiego nowego konsula znów „puszczać oko” i budować swój wizerunek od nowa. Aby realizować wszystkie cele wymienione przeze mnie wcześniej, Kongres Polonii Amerykańskiej potrzebuje partnera strategicznego, którym naturalnie powinno być państwo polskie. I w tym miejscu należy zwrócić się z pytaniem do drugiej strony – czy państwo polskie posiada odpowiednie narzędzia do prowadzenia swojej polityki w USA, która na ogół jest zbieżna z polityką Kongresu? Czy mamy telewizję, która nadawałaby programy w języku angielskim i informowałaby Amerykanów o ważnych wydarzeniach w Polsce i wśród Polonii w USA? Może warto spróbować. Albo inne media, które nie są tylko zabawką młodych dziennikarzy?
Czasami mam wrażenie, że chyba ma rację kontrowersyjny red. Stanisław Michalkiewicz w artykule „Caveant (vice)consules!”, pisząc: „Kiedy przyjechałem do USA i Kanady po raz pierwszy, uderzył mnie kontrast między ekonomicznym potencjałem Polonii, widocznym zwłaszcza w takich ośrodkach jak Chicago czy Toronto, a potencjałem politycznym. Na skutek wzajemnych niechęci i konfliktów, ten ekonomiczny potencjał nie przekładał się w najmniejszym stopniu na polityczne wpływy. Jeszcze większym zaskoczeniem było dla mnie to, że w 18. roku transformacji ustrojowej można było odnieść wrażenie, iż stosunek placówek dyplomatycznych naszego nieszczęśliwego kraju do Polonii Amerykańskiej jest taki sam jak za komuny”.
Recepta na poprawę sytuacji jest jedna. Oba podmioty muszą się spotkać i nakreślić wizję współpracy. Dość już partyzantki. Trzeba usiąść, porównać programy i podpisać umowę o współpracy, w której jasno określone powinny być relacje co wolno a co nie wypada, oraz co winno być priorytetem. A tak panuje partyzantka, do której przenika słynna wojna polsko-polska. Czy nadal mamy funkcjonować pod hasłem: „Dziś dajcie nam pieniądze, a jutro Wam urządzimy zadymkę pod Konsulatem, jak przyjedzie Donek lub Bronek”?
Współcześni konsulowie mówią już dobrze po angielsku. Początki były trudne, ale jest lepiej. Odpowiadanie na emaile typowo polskie. Planowanie też. Era „przyjaciół królika” i bankietowania w Chicago – miejmy nadzieję – już minęła. A w terenie mnóstwo pracy.
Drodzy konsulowie, czekamy na Was w Wisconsin, Kansas, Michigan, Minnesocie i wielu innych miejscach.
9. Dobrej polityki zewnętrznej
Kongres to organizacja amerykańska, balansująca na osi wartości z obu krajów. Nie wolno jej angażować się ani po stronie demokratów, ani po stronie republikanów.
Nie wolno jej także wpływać na mielizny wojny polsko-polskiej. Zaangażowanie się po którejś ze stron w konflikcie PO-PiS sparaliżowałoby Kongres na lata.
Musimy liczyć się z perspektywą, co stanie się z Kongresem za 15-20 lat, jeżeli teraz przeciętna wieku aktywistów Kongresu wynosi 50-65 lat, a nowych członków wcale szybko nie przybywa. Co się stanie z polską diasporą, jeśli nie wykształci, nie wypromuje nowych liderów? Kto ją będzie reprezentował?
Dlaczego musimy przetrwać?
Powód jest bardzo prosty. Położenie geopolityczne Polski nie jest i nigdy nie było szczęśliwe. Zawsze będziemy pięknym krajem, który sąsiedzi uwielbiają odwiedzać. Lojalność Francji i Anglii też dobrze pamiętamy.
Stany Zjednoczone muszą pozostać dla Polski strategicznym sojusznikiem. I dlatego państwo polskie powinno wspierać Kongres Polonii Amerykańskiej, dyplomatycznie zachęcać go do zmian i w tych zmianach pomagać.
Jest nas 10 milionów. To znacząca społeczność w amerykańskiej rzeczywistości, zwłaszcza po ostatnich wyborach, której nie można lekceważyć. Zabierzmy się więc do pracy.
Dlaczego warto być w Kongresie Polonii Amerykańskiej?
Do KPA wciagnął mnie dr Donald Pienkos, jednak patrzyłem na to wszystko jakoś tak bez większego zaangażowania. Informowałem Kongres o tym, co się dzieje w Polsce. Tłumaczyłem podczas oficjalnych spotkań.
Potem mój mentor prof. Kamil Dziewanowski wskazał mi cel. Powiedział kiedyś do mnie: „Ty musisz coś robić dla Polski, bo inaczej będziesz marniał jak niepodlewana róża”. Zrozumiałem to po jego pogrzebie, a potem utrwalił moją potrzebę kolejny pogrzeb byłego prezesa KPA w Wisconsin – płk. Edmunda Banasikowskiego.
Wtedy zrozumiałem, że niedługo w Wisconsin nie będzie już takich ludzi. Ktoś musi podjąć to dzieło utrwalania polskości na obczyźnie. Dlaczego musimy to robić? Odpowiedź jest prosta. Bo za 20 lat nikt o nas jako Polakach w USA nie będzie pamiętał. Kościoły przejmą Meksykanie. Pomniki pójdą na złom. W polskich ośrodkach przestaną tańczyć polkę. O polskich artefaktach w muzeach i bibliotekach nikt nie będzie pamiętał.
Może to brzmi groźnie i pesymistycznie. Ale tak się dzieje tam, gdzie nie ma już Polaków, gdzie wiedza na nasz temat, o naszej historii i dziedzictwie odeszła do lamusa. Walczymy o swoje przetrwanie i przyszłość naszej grupy etnicznej.
Na koniec pozwolę sobie przypomnieć słowa naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II: „Trudno być Polakiem, nie nosząc w sobie tego dziedzictwa, któremu na imię Polska”.

Waldemar Biniecki – urodzony w Bydgoszczy w 1962 r. W USA od 2000 r., żonaty z Susan (profesor na Kansas State University), syn Daniel Kazimierz 6 lat. Od 2010 r. jest prezesem KPA w Wisconsin. Obecnie członek założyciel KPA w Kansas. Właściciel Biniecki Consulting, nauczyciel, biznesmen i działacz polonijny. Hobby – historia, podróże, technologia, polityka. Liberalny konserwatysta. email: biniecki@gmail.com

Gwiazda Polarna/Magazyn Polonia/Polish Gazette/Wirtualna Polonia/Radio Wnet 2013-2014
http://www.magazynpolonia.com/artykul/polonia-usa,jak-uzdrowic-kongres-polonii-amerykanskiej,50e86bcdafec3

No comments:

Post a Comment