" Trudno być Polakiem nie nosząc w sobie tego dziedzictwa,

któremu na imię Polska”

Jan Paweł II

Wednesday, February 27, 2019

Jak długo jeszcze pozwolimy się grillować na arenie międzynarodowej?



felieton z Tygodnika Solidarność.

A miało być tak pięknie. Fanfary o pierwszej lidze odtrąbił nawet minister Sasin. Oczekiwaliśmy co najmniej ogłoszenia decyzji zainstalowania w Polsce, Foru Trump. A stało się inaczej: 1.Mike Pompeo przypomniał nam, że musimy Żydom zapłacić 300 mld dolarów oraz, że ubek Blaichman jest nowym bohaterem polsko-żydowskim. 2. Premier Natanyahu ogłosił, w Warszawie, wojnę przeciwko Iranowi, oraz powiedział, że Polacy współpracowali w Nazistami w trakcie II wojny światowej. A Pani Andrea Mitchell, czołowa dziennikarka w Stanach Zjednoczonych ogłosiła dla milionów widzów, że powstańcy w getcie warszawskim walczyli z polskim reżimem i nazistami. Zabrakło polskich służb prasowych, aby zweryfikować, co naprawdę powiedział Premier Natanyahu w Muzeum Polin, czyli na naszym terenie. Nie mówiąc już o wzajemnych konsultacjach i uzgadnianiu przez polską dyplomację głównych tez wystąpień. Jeżeli wraz z Rumunią jesteśmy strategicznymi partnerami Stanów Zjednoczonych i prawdopodobnie jedynym krajem, gdzie mogła się odbyć taka konferencja bez protestów społecznych. To musimy sobie zadać kilka ważnych pytań! Czy wobec naszych partnerów jesteśmy wystarczająco asertywni? Nie może być tak, że będąc strategicznym partnerem Stanów Zjednoczonych, jesteśmy traktowani jak chłopiec do bicia, który jeszcze płaci za całą tę konferencję nic z niej nie osiągając. Kto tak naprawdę steruje amerykańską polityką zagraniczną i grillowaniem Polski? Staje się coraz bardziej jasne, że aby finansować największy lobbing w USA, potrzeba na to ogromnych pieniędzy. W dniach 4-6 marca 2018 odbyła się konferencja American Israel Public Affairs Committee, czyli Amerykańsko-Izraelskiego Komitetu Spraw Publicznych, która miała miejsce w Waszyngtonie. AIPAC jest najważniejszą organizacją w Stanach Zjednoczonych, zrzeszającą ponad 100 tys. członków. Na konferencję przybyło ponad 18 tysięcy amerykańskich Żydów. Byli na nią zaproszeni najbardziej wpływowi politycy ze Stanów Zjednoczonych z vice prezydentem Mike Pencem, czy byłą ambasador USA przy ONZ Nikki Haley oraz duża grupa parlamentarzystów Kongresu i Senatu, demokratów i republikanów. Gościem specjalnym konferencji był premier Izraela Benjamin Netanjahu, który w 5 marca w Białym Domu spotkał się z prezydentem Donaldem Trumpem. Wśród najważniejszych tematów poruszanych podczas pięciu sesji plenarnych i licznych spotkaniach, o których prasa nigdy nie napisze, dyskutowano zagadnienia dotyczące zagrożenia dla bezpieczeństwa Izraela ze strony Iranu i wsparcia polityki Izraela przez USA. Warto nadmienić, że AIPAC przekazał na kampanie wyborcze proizraelskich kandydatów do Kongresu niebagatelną sumę 4 mld USD. Dzisiaj stoimy przed sytuacją, że mimo, że posiadamy w Stanach Zjednoczonych 10 milionów Amerykanów polskiego pochodzenia, nie wykorzystujemy tej ważnej grupy nacisku. Zachowujemy się wręcz irracjonalnie, gdzie sami Amerykanie pukają się w czoło i śmieją się z faktu niewykorzystywania przez Polskę dużej i znaczącej grupy etnicznej jaką jest Polonia amerykańska. Zacznijmy wyciągać wnioski po awanturze w ubiegłym roku i polskiej klęsce wizerunkowej po warszawskiej konferencji. Czas na asertywne działania. Zacznijmy od przypomnienia umowy z 1960 roku.

Thursday, January 24, 2019

Zza oceanu o polityce wobec Polonii amerykańskiej.


Zza oceanu o polityce wobec Polonii amerykańskiej.
Minęły 3 lata dobrej zmiany, były debaty na temat jej sukcesów, konferencje naukowe, zjazd Polonii, mnóstwo uroczystości z okazji 100 lecia Niepodległej. Jesteśmy przed debatą programową na nowe wybory. Niestety większość polonijnych liderów nie jest zadowolona z polityki dobrej zmiany w stosunku do Polonii amerykańskiej. Tej polityki po prostu nie ma. Przez ostatnie 100 lat Polonia amerykańska bezkrytycznie i bezwarunkowo wspiera naród i państwo polskie poprzez wysłanie ponad 20 000 ochotników do Błękitnej Armii, którzy potem przelewali krew za Ojczyznę. Wspierała Polskę przez Organization of the American Relief Effort in Poland (1919-1923), która przekazała do Polski 250 milionów dolarów. Polonia amerykańska po zdradzie jałtańskiej reprezentując z rządem londyńskim polską rację stanu i polskie interesy przyjęła 150.000 Polaków (Displaced Persons Program). Po II wojnie światowej UNRRA, kolejna organizacja pomocowa w Polsce wydała 453 milionów dolarów. Doprowadzenie do przeprowadzenia śledztwa w Kongresie USA w sprawie zbrodni w Katyniu i uznanie Sowietów winnych tej zbrodni. Zapewnienie udziału Stanów Zjednoczonych w uznaniu polskich granic na Odrze i Nysie przez państwo niemieckie. Zapewnienie udziału Stanów Zjednoczonych w finansowaniu Radia Wolna Europa. Zaangażowanie rządu Stanów Zjednoczonych do udziału w National Endowment for Democracy (NED) –pomocy dla podziemnej Solidarności podczas stanu wojennego. Ustanowienie Polish American Enterprise Fund (PAEF) – programu pomocowego dla Polski. Pomoc w ustanowieniu prawa dla uciekinierów politycznych z Polski z czasów stanu wojennego. Akcja lobbingowa w celu poparcia starań wstąpienia Polski do NATO (zebrano ponad 9 milionów podpisów pod petycją). Pomoc materialna w wysokości 200 milionów dolarów na sprzęt medyczny i pomoc dla ofiar powodzi w latach 1997 i 2001. Zdecydowane poparcie rządów dobrej zmiany i prezydenta Dudy w czasie ostatnich wyborów. Według danych Banku Światowego z 2015 roku, Polonia amerykańska co roku wysyła do Polski przeszło 900 milionów dolarów. W czasie ostatniej konwencji programowej PIS na temat Polonii amerykańskiej nie padło nawet jedno słowo. Czy jest to celowe blokowanie Polonii amerykańskiej przez ciągle działający mechanizm okrągłego stołu, który blokował opcję patriotyczno-narodową w tym także Polonię? Czy jest to zwykła indolencja wynikająca z braku wizji współpracy z Polonią? Czy też jest to nieumiejętność komunikacji z Polonią amerykańską, która datuje się już od nieudanych prób podporządkowania sobie Polonii amerykańskiej przez dyplomacje II RP? Dla wszystkich, którzy operują w kulturze amerykańskiej wolność słowa i swoboda jego wypowiadania są fundamentem amerykańskiej demokracji, którą niewątpliwie Polonia amerykańska jest przesiąknięta. Ostatni wątek dotyczy Irlandii i został on przytoczony, przez premiera Morawieckiego. Szkoda, że zabrakło w tym wątku informacji, że irlandzki boom gospodarczy był również efektem rozpoczęcia skutecznej współpracy diaspory irlandzkiej i rządu w Dublinie, ok. 40 milionów Amerykanów irlandzkiego pochodzenia mieszka w USA. I to jest właśnie strategiczny kierunek współpracy państwa polskiego i Polonii- rozwój współpracy gospodarczej i budowanie propolskiego lobbingu w USA.

EMIGRACYJNI BOHATEROWIE NIEPODLEGŁEJ TEOFIL ANTONI STARZYŃSKI


EMIGRACYJNI BOHATEROWIE NIEPODLEGŁEJ
TEOFIL ANTONI STARZYŃSKI – 
Fot. ze zbiorów Archiwum Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, Nowy Jork.
Katarzyna Murawska, Waldemar Biniecki
Wybuch I wojny światowej wzbudził w Polakach rozsianych na całym świecie wielkie nadzieje na odzyskanie niepodległości. Przygotowywali się do tego wydarzenia historycznego od zawsze, od momentu utraty niepodległości. Każde pokolenie miało swój udział w tej walce, każde popełniało błędy i miało własną wizję przyszłości. Można jednak śmiało stwierdzić, że wykorzystanie sprzyjającego momentu historycznego, było możliwe dzięki współdziałaniu wybitnych przywódców, ich przywódczych talentów, poświęceniu i patriotyzmowi i świadomości wszystkich grup społecznych. O najwybitniejszych liderach tego czasu, Paderewskim, Dmowskim, Smulskim już pisaliśmy. Dziś chcielibyśmy przypomnieć sylwetkę Teofila Antoniego Starzyńskiego – twórcę i architekta sokolstwa polskiego w Ameryce, lekarza, żołnierza Błękitnej Armii i Twórcę Stowarzyszenia Weteranów Polskich w Ameryce- SWAP.
Teofil Antoni Starzyński urodził się  14 kwietnia 1878 w Osówcu, w powiecie mogilnickim na Kujawach w patriotycznej rodzinie zubożałego szlachcica, który po nieudanej próbie  uczestnictwa w powstaniu styczniowym, zajmował się zarządzaniem dóbr ziemskich rodziny Mlickich w Osówcu. Antoni był najmłodszym z siedmiorga rodzeństwa. W 1883 roku jego starszy brat, Andrzej, aby uniknąć służby w wojsku pruskim, uciekł do Ameryki i osiedlił się w Pittsburghu. W jego ślady poszli kolejni bracia – w 1885r dołączył do niego Marcin z żoną, w 1886 Ignacy, a za synami wyemigrowała matka z córką Franciszką, Szczepanem i ośmioletnim Teofilem. W 1889 dołączył do nich ostatni z braci –Stanisław.  Cała rodzina osiedliła się w Pittsburghu i tutaj rozpoczęła budowę swojej emigracyjnej egzystencji. Teofil rozpoczął naukę w szkole parafialnej, później kontynuował w publicznej. W wieku czternastu lat przerwał naukę i rozpoczął pracę zarobkowa jako goniec i ładowacz, a następnie pracował w polskiej aptece, której właścicielem był Stanisław Szarzyński. Tutaj zetknął się po raz pierwszy z ideami sokolstwa. Warto w tym miejscu przypomnieć te idee, bo z nimi Teofil Starzyński zwiąże swoje życie, im podporządkuje i poświęci wszystko. 

 Idea sokola wyrosła na glebie uczuć narodowych i polskich dążeń niepodległościowych a na jej kształt miały także wpływ wielkie prądy kulturalne i społeczne ówczesnej Europy: romantyzm, pozytywizm i demokratyzm, a nade wszystko umiłowanie wolności i ziemi ojczystej, zespolonej nierozerwalnie z kulturą łacińsko-chrześcijańską. Sokolstwo powstało z potrzeby serca i ducha, w wyniku głębokich przemyśleń i rachunku wszystkich błędów popełnionych w tragicznie zakończonym powstaniu styczniowym.
Tragiczną sytuację rodaków pogorszyło materialne, biologiczne i duchowe wyniszczanie narodu polskiego poprzez konfiskaty majątków ziemskich, masowe zsyłki na Sybir, więzienia i egzekucje niepokornych, niszczenie dorobku narodowego, jego kultury, szkolnictwa i historii.
W takich, groźnych politycznie warunkach – zaledwie w trzy lata po klęsce Powstania Styczniowego – grupa młodych akademików, lwowskich patriotów, wsparta pomocną dłonią byłych powstańców, postanowiła przerwać zaczarowany krąg powszechnie panującej niemocy i przygnębienia, kładąc podwaliny pod przyszłą, szeroko zakrojoną pracę z młodzieżą, aby podnieść jej sprawność fizyczną i poczucie duchowej wartości. Była to zupełnie nowa forma, aczkolwiek czerpiąca wzorce z antycznej tradycji greckich gimnazjonów, w których doceniano wartość harmonijnego rozwoju człowieka. „Mens sana in corpore sano” – „W zdrowym ciele zdrowy duch” było pierwszym hasłem SOKOŁA, powołanego w 1862 roku przez Czechów a w 5 lat później przystosowanego do rodzimych potrzeb przez Polaków we Lwowie. SOKÓŁ miał być tym uniwersalnym spoiwem, łączącym w czas niewoli zalety umysłu i wolę rodaków w monolit, zdolny we właściwej chwili walczyć o niepodległość a po jej zdobyciu, umieć ją zachować.  Tylko w idealnym zespoleniu myśli i czynu można osiągnąć upragniony cel. Orzeł jako symbol narodowy nie miał prawa istnienia. Dalekowzroczny sokół, w tradycji słowiańskiej był kojarzony z wolnością, sprawnością, wytrwałością i siłą oraz- z niezawodnością ataku.
Rycerski etos SOKOŁA rodził się wraz z jego symbolami, oznakami, hasłami i wymogami natury etycznej, zawartymi w statucie, regulaminach jak też w katechizmie i przykazaniach sokolich. Wielkie znaczenie miała wymowa munduru, związana z żołnierską, powstańczą tradycją i pozdrowienie –CZOŁEM i hasło określające dobitnie charakter SOKOŁA: „CZOŁEM OJCZYŹNIE, SZPONEM WROGOWI”. Były to też cnoty rycerskie, jakie wpajano i pielęgnowano w sokolich gniazdach, przyjmujących na swoich duchowych patronów sławnych Polaków – żołnierzy. Bez wątpienia pierwszym wśród nich był naczelnik Tadeusz Kościuszko. Do wielu cnót, obowiązujących w SOKOLE, takich jak: uczciwość, punktualność, odpowiedzialność, wytrwałość, obowiązkowość i odwaga, należy też braterstwo stawiające w karnym, wojskowym szyku sokolich druhów, niezależnie od ich statusu społecznego i majątkowego. Pod sokolim sztandarem, w jednym szeregu zgodnie stawali przedstawiciele inteligencji, rzemieślnicy, arystokraci, robotnicy, oświeceni mieszczanie i włościanie. Wszystkie bez wyjątku stany bezinteresownym zaangażowaniem zaznaczały swą służbę w sokolim zakonie, pomnażając jego zbiorową siłę w dążeniu do wolności.
Siłę SOKOŁA tak określił prezes tego związku w zaborze austriackim Tadeusz Romanowicz na zlocie z okazji 25-lecia Sokolstwa Polskiego we Lwowie 12 maja 1892 roku:
My nie chcemy siły przed prawem ani nad prawem – my chcemy siły na usługę prawa i sprawiedliwości, (…) my jej chcemy ku temu, aby wyższe cele i dążenia ducha narodowego do swego urzeczywistnienia realną znalazły podstawę.
W tę chwalebną misję zaangażowało się tysiące szlachetnych Polaków i poetów, którzy wypełiali romantyczną role przewodników duchowych narodu. Byli wśród nich: Adam Asnyk, Jan Kasprowicz, Mieczysław Romanowski, Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, Michał Bałucki, Wacław Gąsiorowski, Karol Bunsch i inni. Warto pamiętać, że to właśnie dla braci sokolej, na obchody 500-lecia bitwy pod Grunwaldem Maria Konopnicka napisała słowa „Roty”. A na zamówienie władz sokolego związku Feliks Nowowiejski skomponował do nich muzykę? Pieśni tej uczono we wszystkich sokolich gniazdach, w kraju i na obczyźnie, tam, gdzie w niestrudzonym locie dotarł SOKÓŁ, by zagarnąć pod swe skrzydła nowe rzesze Polaków.
„Rota” stała się sztandarową pieśnią Grunwaldzkiego Zlotu SOKOŁA, na który przybyli Sokoli w liczbie 8 000 druhen i druhów, dając w dniach 14 i 15 lipca 1910 roku, w Krakowie niewidziany dotąd popis sprawności fizycznej, karności i dyscypliny wojskowej. A „Rota” od tej chwili stała się drugim hymnem narodowym
Ale SOKÓŁ – mimo wielu przeszkód – niezmiennie losy swoje łączył z losami narodu. Dlatego zawsze sokolnie, w których zbierała się młodzież na ćwiczenia i inne zajęcia programowe pełne były narodowych pamiątek.  Dla działaczy tego ruchu, ćwiczenia cielesne (dziś kulturą fizyczną zwane) były tylko jednym z wielu, nieodzownych elementów dla osiągnięcia celu ostatecznego. Tym wielkim celem było zmartwychwstanie Polski!
Dziewiętnastoletni Teofil Starzyński, zafascynowany tak szczytnymi ideami, w 1897 roku z pomocą właściciela sklepu wędliniarskiego założył w Pittsburghu gniazdo Sokoła.  Od tego roku zaczął studiować farmację, którą ukończył w 1901 roku. Otworzył wtedy własną aptekę, a w czasie epidemii ospy (1903r) prowadził w polskich dzielnicach szczepienia ochronne. Kontynuował naukę i jako pierwszy Polak w 1904 roku ukończył studia medyczne na uniwersytecie Pittsburghu. 
Obok pracy zawodowej Teofil Starzyński całym sercem zaangażował się w pracę w Sokolstwie. Rozumiał, że sokolstwo było w stanie walczyć z bronią w ręku i przygotować kadry dla wyzwolonego państwa polskiego. Na pierwszym zebraniu gniazda został jego wiceprezesem. Szybko awansował w strukturach organizacji. Na czwartym Zjeździe Związku Sokolstwa Polskiego w Ameryce, który odbył się w Buffalo w lipcu 1899 roku przewodniczył komisji pbrad i został wybrany wiceprezesem Wydziału Głównego ZSP. W styczniu 1890 roku doprowadził do zakupu dla sokoła w Pittsburghu budynku, który wyposażył w przyrządy gimnastyczne. Był jednym z najaktywniejszych działaczy nurtu niepodległościowego tzw Wolnego Sokolstwa. Na nadzwyczajnym zjeździe sokolstwa w 1912 roku, opowiedział się za zjednoczeniem Sokolstwa w niezależną organizację o charakterze niepodległościowym. Został wybrany prezesem Zjednoczonego Związku Sokolstwa Polskiego. Sokolstwo jako pierwsza organizacja rozpoczęło przygotowania militarne do walki o wolną Polskę.
 Szkolenia wojskowe – choć prowadzone najczęściej tajnie – od początku istnienia SOKOŁA – przebiegały równolegle do innych zajęć programowych. Do przekazywania informacji między gniazdami rozsianymi po świecie służyły specjalne szyfry wewnątrzorganizacyjne, z pomocą których koordynowano i aktualizowano plan działań. Intensywnym szkoleniem wojskowym objęte zostały wszystkie gniazda sokole.
Chwalebnym dziełem Sokołów zza oceanu było powołanie do życia Fundacji Kościuszkowskiej, realizującą do dziś swoją misję, a także organizowanie wielu kursów wojskowych i szkół podoficerskich, szkoleń służb sanitarnych oraz niesienie finansowej pomocy Polsce. Kiedy I wojna światowa zaczęła zbierać śmiertelne żniwo, Sokolstwo Polskie w Ameryce wstrząśnięte losem rodaków zmuszonych przez zaborców do bratobójczej walki jako pierwsze złożyło na ręce prezydenta Wilsona memoriał, domagający się odbudowania Polski. Delegacja SOKOŁA na czele z ówczesnym prezesem – Teofilem Starzyńskim została życzliwie przyjęta i zapewniona przez prezydenta Stanów Zjednoczonych o jego poparciu dla polskich dążeń niepodległościowych. Te prawdziwie braterskie czyny zostały wsparte ogromną daniną życia jaką sokolstwo zza oceanu złożyło swej macierzy dając Armii Polskiej 20 000 znakomicie wyszkolonych, sokolich żołnierzy i oficerów. Armia Polska we Francji swoją potęgę zawdzięcza w dużej mierze sokolstwu dającemu jej liczebną siłę a także kadrę kierowniczo-organizacyjną. Dużą rolę w tym patriotycznym dziele odegrał płk dr Teofil Starzyński, W 1917 roku wraz z innymi działaczami, a szczególnie z wybitnym polskim pisarzem i oficerem Wacławem Gąsiorowskim doprowadził do otwarcia obozu w Niagara on the Lake, szkolącego ochotników do Błękitnej Armii. Wydał specjalny rozkaz do Sokołów o wstępowaniu do Polskiej Armii. Zabiegał o środki na jej wyposażenie i na pomoc głodującym rodakom w Polsce. Spełniwszy swoje obowiązki w komisji rekrutacyjnej sam wstąpił w szeregi Armii gen. Józefa Hallera i w stopniu majora został szefem służby medycznej. W 1919 roku przybył z Błękitną Armią do Polski i wziął udział w walkach na Ukrainie o ustalanie granic polskich na wschodzie.
To dzięki takim ludziom jak dr T.A Starzyński zaistniała potężna Armia Polska, która utorowała Polsce drogę do równoprawnego uczestniczenia w konferencji zakończonej aktem podpisania Traktatu Wersalskiego. I nie jest przypadkiem, że uczynili to w imieniu niepodległej Polski dwaj wielcy znani i szanowani w świecie sokoli Ignacy Jan Paderewski i Roman Dmowski!? … Sokoły! Wolności ptaki i Polski przednia straż Wierniejszych dzieje nie znały, nie widział Naród nasz. Kiedy stajemy społem przysięga brzmi jak spiżowy dzwon Tobie Ojczyzno – Czołem! Wrogowi – ostry szpon!…?
Wielu sokołów poległo, wielu wróciło jako inwalidzi i bez środków do życia. I wtedy znowu dr. Starzyński stanął przy nich. W 1920 roku zajął się organizowaniem hallerczyków w Stanach Zjednoczonych. W rok później powstało SWAP, którego pierwszym prezesem był własnie T. Starzyński. w 1925 roku ponownie zostaje prezesem Sokołów. Sprzeciwia się „amerykanizacji” tej organizacji, zabiega o kontakty z Macierzą. Utrzymuje aż do śmierci Mistrza, kontakt z Ignacym Paderewskim. Podczas II wojny światowej zabiegał u aliantów o pomoc dla Polski.  Był jednym z twórców i założycieli w 1944 roku Kongresu Polonii Amerykańskiej i jednym z jego wice prezesów.
Na Zlocie w Warszawie 15 sierpnia 1925 roku, minister Raczkiewicz udekorował sztandar Sokolstwa Polskiego w Ameryce Orderem Polonia Restituta. Sam Teofil Starzyński otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski w 1925. Wcześniej w 1922 roku rząd francuski udekorował go Legią Honorową. W 1961 roku w Szczecinie nazwano jedną z ulic jego imieniem. W 1962 mianowany pośmiertnie przez władze RP na uchodźstwie do stopnia generała brygady.
Zmarł 4 kwietnia 1952 roku w Pittsburghu, pochowany jest w został pochowany na cmentarzu przy Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown. Przez historyków legionowo-sanacyjnych w okresie II RP nie został właściwie doceniony olbrzymi udział SOKOŁA, jego twórcy i przewodnika w czynie niepodległościowym. Podobna sytuacja ma miejsce w momencie obchodów 100 lecia odzyskania niepodległości. Nie było żadnego pośmiertnego orderu ani wspomnienia architekta naboru 20 tysięcy ochotników do Błękitnej Armii. Istotą tożsamości Polonii Amerykańskiej powinna być szczególna troska o naszą polonijną historię. Trzeba pamiętać, że to nasi dziadowie z Milwaukee, Chicago, Nowego Yorku, Detroit i wielu innych miast pośpieszyli, aby na skinienie oddać krew dla Ojczyzny za ocean. Im należy się pamięć i właściwe miejsce w polskiej historii i ten etap jeszcze nie jest zakończony. Może polskie władze doceniłyby w końcu zapomnianych emigrantów i bohaterów Niepodległej. Nigdy nie jest na to za późno.




Brońmy się teraz razem jako naród, za 4 miesiące może być za późno.


Brońmy się teraz razem jako naród, za 4 miesiące może być za późno.

„Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, którzy ją głoszą (...) Prawda jest nową mową nienawiści.” George Orwell Rok 1984.

Mieszkanie w Ameryce ma kilka niewątpliwych zalet. Najważniejszą z nich jest mentalne posługiwanie się fundamentalnym prawem, które obowiązuje w Ameryce jakim niewątpliwie jest wolność słowa.
Martwi mnie jako Polaka mieszkającego za granicą, który głosował na Prezydenta Dudę i dobrą zmianę, fakt przyznania przez Unię Europejską ponad 2 miliardów euro na Fundusz UE „Sprawiedliwość, Prawa i Wartości”. Fundusz będzie wspierać działania szeregu podmiotów w obszarze ochrony praw i wartości, takich jak organy ds. równości, organizacje pozarządowe, organy administracji publicznej, sieci sądowe lub wyższe uczelnie. Trzeba w tym momencie dodać, że znacznie ułatwiono procedury dostępu do tych środków. Dodatkowo w Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbyła się debata na temat ochrony budżetu Unii w przypadku „braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich”, co grozi ewentualnym zablokowaniem funduszy strukturalnych dla nieposłusznych krajów. Co to naprawdę oznacza dla Polski? Moim zdaniem oznacza tylko jedno: Przez najbliższe 120 dni kampanii do Parlamentu europejskiego, będziemy mieli okazję zobaczyć, jak będzie wyglądała naprawdę walka z mową nienawiści w Polsce, na Węgrzech, we Włoszech, Rumunii, Bułgarii i innych nieposłusznych krajach, a przybierze ona formę totalnej i bezwzględnej rozprawy z rządami krajów wybranych przecież w demokratycznych wyborach. Co zrobi rząd dobrej zmiany, który przez 3 lata nie zbudował szerokiego zaplecza obywatelskiego, ani nie uruchomił ważnych narzędzi komunikacji strategicznej w postaci chociażby redukcji wpływu obcych mediów w Polsce oraz całkowicie zaniedbał fakt powstania narodowej telewizji anglojęzycznej. Zamiast budować szeroki front propolskiego interesu narodowego, cały czas mamy do czynienia z polityką uników i „nieotwierania kolejnych frontów”. Ci, którzy mają troszeczkę inne zdanie są ostracyzowani lub wręcz wypychani na zasadzie: „Kto nie jest z nami jest przeciwko nam”. Ważne jest, aby dobra zmiana umiała szybko przygotować się na kolejną kampanię dyskredytowania tego rządu i asertywnie nie agresywnie umieć odpowiadać na kolejne ataki. Kampania totalnej opozycji do parlamentu europejskiego prawdopodobnie będzie ostatecznym zamachem na rząd dobrej zmiany a jednocześnie będzie dotyczyła wszystkich, „którzy nie godzą się na wywrócenie wartości, na których opiera się nasza tożsamość, kultura i cywilizacja, jak stwierdził kilka dni temu prof. Piotr Jaroszyński. Tym razem na stole leżą 2 miliardy euro, a za takie pieniądze można wynająć profesjonalne firmy do przeprowadzenia skutecznej kampanii. Mamy wiele wspaniałych narzędzi, aby obronić naszą tożsamość. Mamy wiele instytucji, które mogłyby pomóc bronić naszej tożsamości. Mamy wspaniały polski naród, Polonię rozrzuconą po świecie, wielkie dzieła polskiego intelektu a w szczególności naukę społeczną i etykę Karola Wojtyły, o której zapomniało wielu, wliczając w to niektórych hierarchów. Czas, aby należycie te wszystkie narzędzia wykorzystać w celu obrony naszej tożsamości. Dobra zmiano nie zamykajcie się tylko w swoim gronie. Czas na działanie.


Budujmy nasze państwo na bazie skutecznego, mądrego prawa i procedur.


Budujmy nasze państwo na bazie skutecznego, mądrego prawa i procedur.
felieton ukazał się w styczniu 2019 w Tygodniku Solidarność.

Jakiś czas temu, będąc członkiem Instytutu Spraw Międzynarodowych w Milwaukee, byłem zaproszony na prezentację młodego amerykańskiego dyplomaty, który właśnie wrócił z placówki w Warszawie i dzielił się z mieszkańcami swojego miasta doświadczeniami z Polski. Nadmieńmy, że co 9 mieszkaniec Wisconsin ma polskie pochodzenie. Spotkanie miało niezwykle pozytywny charakter a dyplomata chętnie opisywał swoje pozytywne wrażenia z kilkuletniego pobytu w Polsce. Mówił niezwykle przyjaźnie o życzliwości Polaków do Amerykanów, nawet w trakcie spotkań z polskim prezydentem. Zapytałem więc; czy taka otwartość mogłaby zaistnieć na spotkaniu z amerykańskim Prezydentem w Waszyngtonie? On bez zastanowienia odpowiedział: nie. U nas (w USA) procedury bezpieczeństwa nigdy by na to nie pozwoliły. Jako osoba mieszkająca za granicą już 18 lat staram się przyjeżdżać do mojej Ojczyzny przynajmniej raz w roku. Mam też okazję porównywania sytuacji tworzenia profesjonalnego państwa opartego na znanych przez społeczeństwo procedurach w USA i w Polsce. Istotą funkcjonowania skutecznego państwa jest znane obywatelom prawo i procedury jakich się przestrzega. Stąd też bierze się potęga Stanów Zjednoczonych. Każdy poważny wypadek, szczególnie tam, gdzie zginęli ludzie jest skrupulatnie badany przez profesjonalne instytucje, a obowiązujące procedury są zmieniane i udoskonalane. W Polsce po tragediach w Mirosławcu, pod Smoleńskiem czy tej ostatniej w Gdańsku, okazuje się, że procedury nie są skuteczne. We wrześniu 2018 w ramach V Zjazdu Polonii i Polaków za granicą, cała ponad 600 osobowa grupa Polonii, została zaproszona do ogrodów pałacu prezydenckiego na spotkanie z nim. Było bardzo miło uścisnąć rękę Prezydenta i Pierwszej Damy, lecz stojąc z liderami Polonii amerykańskiej na boku obserwowaliśmy prezydencką ochronę i dyskutowaliśmy, że procedury bezpieczeństwa znacznie się jeszcze różnią od tych, które mamy za oceanem. Istota bezpieczeństwa w Polsce wyraża się również samym stosunkiem do policji. Wiele scen i rozmów ze stróżami prawa w Polsce są wręcz niemożliwe do przeniesienia za ocean. Za niestosowną uwagę lub gest do policjanta można całkiem łatwo trafić do więzienia. Każdy federalny budynek obojętnie w jakim stanie posiada cały system bezpieczeństwa, łącznie z uzbrojonymi funkcjonariuszami. Podobnie, choć nieidentycznie sytuacja dotyczy obiektów strategicznego znaczenia i innych obiektów publicznych. Każdy ViP posiada swoją ochronę, a wejście w tłum, tak jak to zrobił prezydent Komorowski podczas kampanii wyborczej wywołałby natychmiastowy alarm służb. Cieszę, że moja rodzina i przyjaciele mieszkają w bezpiecznym kraju. Jednak po ataku na Prezydenta Gdańska warto sobie zadać parę pytań: Czy te młode nastolatki zbierające pieniądze na Orkiestrę są bezpieczne? Czy są chociażby ubezpieczone od wypadku? Czy panująca wokół sielanka nie zachęci terrorystów do ataku na nasz kraj? Wokół panującej wojny polsko-polskiej, w trakcie trwającego wokół politycznego chaosu i skłóconego społeczeństwa bardzo łatwo o taki wypadek a międzynarodowa prasa już rozgłasza, że Polska to jedyny kraj, w którym nie było jeszcze zamachu terrorystycznego. Czas na otwartą debatę na ten temat.

Tuesday, December 18, 2018

Stało się jasne o co chodzi w zamieszkach w Paryżu i w Brukseli.


Stało się jasne o co chodzi w zamieszkach w Paryżu i w Brukseli.
felieton w Tygodniku Solidarność.

Waldemar Biniecki
Zbliżają się święta a w portfelach zwykłych mieszkańców Unii Europejskiej ciągle ubywa, wbrew temu co mówią rządzące elity liberalno-lewicowe. Rosną tylko podatki i rozmaite opłaty. W polskich dużych miastach, gdzie wygrały siły liberalno-lewicowe już zapowiedziano wzrost opłat za czynsz, energię elektryczna, wywózkę śmieci, parkowanie i inne opłaty komunalne. Nic więc dziwnego, że w proteście przeciwko ubożeniu społeczeństwa, to społeczeństwo to wychodzi na ulice i obojętnie czy dzieje się to w Paryżu czy Brukseli są nazywani przez liberalno-lewicowe media prawicowym motłochem. Skąd bierze się ten wzrost podatków w Unii Europejskiej. Warto tutaj posłużyć się najnowszymi badaniami przeprowadzonymi przez francuski “Journal du Dimanche”. Badania zostały przeprowadzone w odpowiedzi na zamieszki w Paryżu. 58 proc. ankietowanych uważa, że we Francji imigracja ma negatywne skutki. Zdaniem 54 proc. pytanych Francuzów imigracja negatywnie wpływa na wzrost gospodarczy kraju, zdaniem 55 proc. – na przyszłość państwa, 58 proc. – na tożsamość narodową, 61 proc. – na poszanowanie laickości Francji, 64 proc. – na spójność społeczeństwa, a 66 proc. – na bezpieczeństwo. Również 64 proc. ankietowanych odpowiedziało, że przyjmowanie w kraju kolejnych imigrantów jest “niepożądane”. Inne medium Agencja AFP zauważa, że kwestia ta będzie z pewnością centrum debaty przed wyborami do Parlamentu Europejskimi zaplanowanymi na maj 2019 roku. W kontekście sposobów zapobiegania masowej migracji 63 proc. uczestników badania opowiedziało się za unieważnieniem układu z Schengen, opowiadając się tym samym za wznowieniem kontroli na granicach wewnętrznych w UE. Tak więc staje się jasne, że za słowa kanclerz Angeli Merkel "Wir schaffen das" trzeba zapłacić i nie są to wcale takie małe pieniądze. Po Węgrzech, Polsce, Austrii i Włoch sytuacja entuzjazmu dla emigrantów staje się problematyczna. Okazuje się, że nie wszyscy to emigranci polityczni a większość stanowią emigranci ekonomiczni. Media głucho milczą o przestępstwach, gwałtach i islamizacji Europy. Za te wszystkie zmiany ktoś musi zapłacić i jest to zwykły europejski podatnik.
W Kanadzie konserwatywna parlamentarzystka Michelle Rempel przedstawiła raport według którego rząd Justina Trudeau wydał w ubiegłym roku $1.1 biliona na nielegalnych imigrantów przekraczających kanadyjską granicę. Raport nie zawiera kosztów pomocy społecznej i ubezpieczeń. Oznacza to, że lewicowo-liberalny guru Kanady wydaje więcej na jednego nielegalnego imigranta niż na kanadyjskiego pracownika zarabiającego najniższą pensję w Kanadzie. Tak więc przestańmy powtarzać społeczeństwu banialuki o chrześcijańskim obowiązku i o nowoczesnych wartościach europejskich. Czas zadawać konkretne pytania: ile kosztuje przyjęcie jednego imigranta w porównaniu do najniższej pensji pracownika lub emerytury tych co Europę i Polskę budowali. Ile będzie kosztowało sprowadzenie ich rodzin? Ile będzie kosztowało zapewnienie bezpieczeństwa naturalnym obywatelom Europy. Ile naprawdę kosztuje ten drogi eksperyment społecznej inżynierii i kto naprawdę za tym eksperymentem stoi? To zadanie dla odważnych i transparentnych polityków i dziennikarzy.



ROTMISTRZ PILECKI NA BROADWAY’U wywiad z Markiem Proboszem


ROTMISTRZ PILECKI NA BROADWAY’U
wywiad z Markiem Proboszem

Realizacja polskiej polityki historycznej w Stanach Zjednoczonych jest jednym z najważniejszych zadań polskiego państwa i polskiej emigracji. Ponieważ nie istnieje żadna sprecyzowana wizja polityki historycznej, ani nie ma stworzonych transparentnych narzędzi do jej realizacji, często zdarza się tak, że aby zaspokoić potrzebę przybliżania polskiej historii i kultury w Stanach Zjednoczonych i na świecie, problemem tym zajmują się po prostu ludzie szlachetnego serca, którzy widzą tę potrzebę i realizują konkretne zamierzenia. Warto wymienić tu Norma Conard’a, jego uczennice z Kansas i projekt „Life In A Jar”, którym spopularyzował Irenę Sendler na świecie. Warto wspomnieć kuratorkę z Milwaukee Art Muzeum z Wisconsin, Laurie Winters, która pokazała Ameryce polskie malarstwo przez realizację w trzech ważnych ośrodkach wystawy jej autorstwa „Leonardo da Vinci and the Splendor of Poland”. W imieniu Tygodnika Solidarność chcielibyśmy Państwu przedstawić Polaka, mieszkającego w Kalifornii, który z wielkim sukcesem, sam bez niczyjej pomocy przybliża Ameryce postać wybitnego polskiego patrioty - Witolda Pileckiego. Zapraszamy na ekskluzywny wywiad z Markiem Proboszem.
Cezary Krysztopa, Waldemar Biniecki (CK, WB): Marku, urodziłeś się na Śląsku w Polsce, skończyłeś słynną „Łódzką Filmówkę”, przez 30-ci lat zagrałeś w około 60-ciu filmach w Polsce, Czechach, Niemczech, Francji, Włoszech, występowałeś i reżyserowałeś w teatrach w Ameryce, Polsce, Czechosłowacji. Filmy z tobą zdobywały pierwsze nagrody i wyróżnienia m.in. na światowej rangi festiwalach w Cannes, Wenecji, San Sebastian czy Karlovych Varach. Jak to się stało, że będąc idolem swojego pokolenia, w trakcie tak świetnie rozwijającej się kariery przeniosłeś się za ocean?
Marek Probosz (MP): W 1987 roku grałem w filmie” I skrzypce przestały grać” ko- produkcji polsko-amerykańskiej. Film opowiadał o represjach niemieckich wobec Cyganów, których część trafiła do Auschwitz. W Niemczech Zachodnich, w Hamburgu miałem dokrętki i stamtąd na zaproszenie dyrektora artystycznego American Cinemateque, Gary Essert’a, jako gwiazda z Europy Wschodniej wyjechałem do Hollywood, na 3 tygodniowe sympozja filmowców z całego świata. Mieszkając w legendarnym Hotelu Roosevelt w Hollywood, z widokiem na Chinese Theater na Alei Gwiazd, zwiedzając studia filmowe Miasta Aniołów, miałem okazję zakosztować życia prawdziwych gwiazd i mistrzów kina “Fabryki Snów”, przez 3 tygodnie spotkania z nimi były czymś normalnym, ale potem czar prysnął i trzeba było sobie zadać pytanie: co dalej? Co w moim życiu jest najważniejsze? Odpowiedź przyszła, kiedy wpatrywałem się w telewizor, gdzie w wiadomościach pokazywano strajkujących członków Solidarności, bezlitośnie bitych przez ZOMO. To był moment, w którym stało się dla mnie jasne, że nie kariera, ale WOLNOŚĆ i MIŁOŚĆ są najważniejszymi wartościami w moim życiu. Bez względu na konsekwencje, wybrałem wolność w świecie Ameryki.
(CK, WB): Jesteś również absolwentem prestiżowej The American Film Institute w Los Angeles, którą ukończyłeś w 1993 roku. Czy mógłbyś nam o tym opowiedzieć?
(MP): Absolwenci The American Film Institute to serce i mózg przyszłości przemysłu filmowego w Stanach Zjednoczonych, który ma tak wielki wpływ na kinematografie światową. Stąd wypływają na szerokie wody kolejni mistrzowie kina. Jednym z nich jest dzisiejsza gwiazda Hollywood - Darren Aronofski, kolega z roku, który w AFI był moim drugim reżyserem przy filmie “Fragment: Do Śmierci”, a ja byłem jego drugim reżyserem przy filmie “Fortune Cookie”. Kilka lat temu aż czterech kolegów z mojego roku w AFI było jednocześnie nominowanych do Oskarów! Aby zostać tam studentem trzeba było wysłać swój własny film, scenariusz fabularny, przedstawić artystyczny dorobek, plus wszystkie inne wymagane dokumenty.  Komisja ekspertów dokonywała brutalnej selekcji, z około 1000 kandydatów z całego świata na wydział reżyserii przyjmowano 20-tu studentów. Zostałem jednym z nich. Tam nauczyłem się filmowego rzemiosła, opowiadania historii w sposób uniwersalny, tak aby mogła dotrzeć do widzów całego świata.  Musiałem odłożyć na bok poetyckie wizje, polski symbolizm i abstrakcję, w AFI najważniejsza była realistyczna narracja, nauczenie się przekazania obrazem historii w sposób amerykański. Mój pierwszy film w AFI” Fragment: do śmierci”, opowiadał o brutalnym morderstwie na artyście z czystej nienawiści.  Zadedykowałem go ks. Jerzemu Popiełuszce i Pier Paulo Pasoliniemu, został uznany za najlepszy krótki film 1992 roku w AFI.
(CK, WB): W Polsce przed emigracją za wielką wodę nazywano cię, Wschodnio-Europejskim Jamesem Deanem”, w Stanach zyskałeś przydomek “De Niro of Poland.” Zagrałeś w wachlarzu przeróżnych ról, w różnych językach, w serialach Scorpion, wyprodukowanym przez CBS, „Skandal” ABC, „Numbers” CBS, “MONK” US Network, “JAG” Paramount TV i wielu innych projektach. Doskonale wcieliłeś się w światową legendę kina, Romana Polańskiego, w serialu CBS “Helter Skelter”.  Za tę rolę i za wiele innych wykreowanych postaci zebrałeś znakomite recenzje najważniejszych pism w filmowej branży, The New York Times, The Hollywood Reporter, Variety itd. Współpracowałeś z nominowanymi do Oscarów i ich laureatami aktorami: F. Murray Abrahamem, Warrenem Beatty, Annette Bening, Donem Cheadle’m, Katharine Hepburn; operatorami: Conradem Hall, Johnem A. Alonzo, Ryszardem Lenczewskim, Matthew Libatique’m; kompozytorem Janem A.P. Kaczmarkiem; reżyserami: Darrenem Aronofsky’m, Toddem Fieldem, Agnieszka Holland, Scott Silver, Andrzejem Wajdą, Miloszem Formanem. kostiumologiem: Theodorem Pistek’em; dekoratorką wnętrz; Ewą Braun. Otrzymałeś wiele prestiżowych nagród. Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie tematyką II wojny światowej? A w szczególności postacią Witolda Pileckiego?
(MP): Od dzieciństwa wzrastałem z piętnem tragedii rodzinnej związanej z II wojną światową. Mój dziadek Jerzy Probosz, poeta, prozaik, autor sztuki teatralnej „Wesele górali istebniańskich”, za swoją twórczość odznaczony w 1938 roku Wawrzynem Literackim przez Akademię Literatury Polskiej w Warszawie, rok później za tą samą twórczość został aresztowany przez Niemców, którzy po napaści na Polskę, na pierwszym miejscu wywozili do obozów koncentracyjnych w Niemczech, (w Polsce jeszcze nie zdążyli wybudować) naszą inteligencję i patriotów z czarnej listy. Dziadka wywieźli do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie został zamordowany w 1942 roku. Osierocił dziewięcioro dzieci, mój ojciec miał 10 lat. W dniu brutalnego aresztowania, dziadek zdążył skreślić na skrawku papieru kilka słów do przyjaciela, z którym tego dnia miał się zobaczyć. Ten porzucony w błocie zwitek przetrwał dla potomnych.
„Życzę Ci z serca mocy, abyś co dzień i w nocy
Wytrwał! Wytrwał!! Wytrwał!!!
 Choćbyś miał ziemskie ciało w proch spalić
Musisz ducha ocalić” 
Moc tych słów, ich przesłanie, stały się moim życiowym mottem, motorem do niezłomności. Przed moją emigracją, zanim upadł berliński mur i komuna, któregoś wieczora pędziłem na próbę do sztuki Jean’a Geneta w Teatrze Stara Prochownia, przechodząc obok Katedry polowej Wojska Polskiego w Warszawie, na drzwiach zobaczyłem mały plakat z przykuwającym wzrok wizerunkiem. Podszedłem bliżej, w świetle migotających świec zobaczyłem twarz Witolda Pileckiego z prośbą o modlitwę. To było nasze pierwsze spotkanie. Kiedy późną nocą wracałem z próby, milicja Pileckiego usunęła. Dziś z perspektywy czasu przychodzi mi na myśl, że rotmistrz już wtedy mnie sobie wybrał.
Wiele laty później w Los Angeles otrzymałem scenariusz od reżysera Ryszarda Bugajskiego z propozycją zagrania Witolda Pileckiego w projekcie „Śmierci rotmistrza Pileckiego”, z krótką notatką “znalazłem dla ciebie idealną rolę. Mam nadzieję, że nie powiesz nie.” Co stało się dalej to już historia. W Polsce z braku funduszy musieliśmy zrealizować ten film jako widowisko teatralne - Sceny Faktu Teatru Telewizji 2006. Scenariusz oparty był w dużej mierze na dokumentach z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej. W tym spektaklu po raz pierwszy padły z ekranu słowa rotmistrza porównującego tortury Niemców z komunistami z Rakowieckiej: „Oświęcim, to była igraszka”. Szeroki świat wciąż nie zna jednak historii jedynego Ochotnika do Auschwitz, Witolda Pileckiego. Chciałbym, aby powstał o nim epicki film, bo to jeden z największych bohaterów Polski i XX wieku. Sam od 13 lat wędruję dookoła świata z filmem „Śmierć rotmistrza Pileckiego” na festiwale, uniwersytety, do muzeów Holocaustu, konsulatów. Po udziale w amerykańskim programie radiowym o Pileckim, All Things Considered dla stacji NPR News w Waszyngtonie, zostałem zaangażowany przez najpopularniejszą wytwórnię książek dźwiękowych w Stanach - Audible.com, do nagrania po angielsku 10-cio godzinnej całości Raportów Pileckiego z Auschwitz, nagranie otrzymało znakomite recenzje m.in. z Washington Post i jest teraz dla każdego dostępne na całym świecie. Od 5-ciu lat gram na scenach Kanady i Ameryki spektakl o Pileckim, Ochotnik do Auschwitz, a teraz wyreżyserowałem o rotmistrzu monodram, z którym lecę na Broadway! Może sukces w Nowym Jorku sprowokuje któregoś z profesjonalistów, aby przekonał finansistów, że jednak warto i powstanie wielki film, który zdobędzie serca i ekrany świata. W Polsce niestety “Śmierć rotmistrza Pileckiego” zaklasyfikowana została do kategorii Teatru Telewizji i nie podlega dystrybucji kinowej. Nasz Pilecki nie został nawet zaproszony na Festiwal Filmów Polskich w Gdyni, a ja od zagrania tej roli nie otrzymałem ani jednej propozycji z Teatru Telewizji…
(CK, WB): Obecnie jesteś profesorem adiunktem na prestiżowym uniwersytecie - UCLA, School of Theater, Film and Television w Los Angeles, gdzie od 15-tu lat uczysz filmowego i teatralnego aktorstwa. Wykładałeś również w ekskluzywnej szkole filmowej - Emerson College w Los Angeles i w kolebce wielu hollywoodzkich gwiazd w Edgemar Art Center. Miałeś też klasy mistrzowskie aktorstwa w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Wyreżyserowałeś napisany przez siebie amerykański film fabularny “Y.M.I.” (“Dlaczego jestem”) Nagroda Publiczności na The Other Venice Film Festiwal 2004. A teraz zaproponowano ci poprowadzenie Mistrzowskiej Klasy na Broadway’u! Jesteś człowiekiem renesansu; aktorem, reżyserem, scenarzystą, pisarzem, producentem. Jednakże od 2005 roku realizujesz misję pokazania światu postaci Witolda Pileckiego. Czy masz w tej misji jakiś sprzymierzeńców?
 (MP): Widocznie gdzieś tam w górze tak zostało zdecydowane. Pilecki czuwa nade mną. Co roku dokładam kolejne cegiełki, aby rotmistrza poznało jeszcze więcej ludzi, stałem się jego ambasadorem. Na scenie wypowiadam po angielsku słowa Pileckiego z książki „The Auschwitz Volunteer: Beyond Bravery” w tłumaczeniu Jarka Garlińskiego z 2012 roku, wydanej przez kalifornijskie wydawnictwo Aquila Polonica, którego właścicielem jest moja przyjaciółka i partnerka sceniczna Terry Tegnazian. która wydaje ważne książki o polskiej historii już od kilku dobrych lat.
(CK, WB): 11 listopada, czyli w święto odzyskania niepodległości będziesz występował w roli Witolda Pileckiego w wyreżyserowanym przez siebie monodramie „The Auschwitz Volunteer: Captain Witold Pilecki” na największym na świecie festiwalu teatralnym jednego aktora - UNITED SOLO w Theatre ROW na Broadwayu. Gratulacje, niewielu Polaków osiąga takie sukcesy. Wiemy już, że na ten spektakl wszystkie bilety są wyprzedane. Opowiedz nam o festiwalu i o monodramie.
(MP): Co roku na Festiwal UNITED SOLO napływają setki zgłoszeń. W tym roku wpłynęło około 1000 aplikacji z 6 kontynentów. Do festiwalowego konkursu zakwalifikowano 130 spektakli. Już sama selekcja na festiwal jest ogromną nobilitacją. A fakt, że zagram Pileckiego w Dzień Niepodległości i w 100-tną rocznicę odzyskania jej przez Polskę, za którą mój bohater oddał życie, jest czymś niepowtarzalnym. Występował będę w oryginalnym mundurze 2 Korpusu generała Andersa, którego oficerem był Witold Pilecki. Ten mundur to żywa historia, wypożyczył mi go na Broadway pan Roman Liwak z Orange w Kalifornii, którego matką chrzestną była żona Witolda, Maria Pilecka!
(CK, WB): To rzeczywiście niezwykłe Marku. Serdecznie Ci gratulujemy wielkiego sukcesu na Broadwayu. Dziękujemy za wywiad i życzymy wielu sukcesów w Ameryce, na świecie i w Polsce.
(MP): Również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników. Jak powiedział Norwid “Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”.
Co może zrobić jeden kompetentny i utalentowany człowiek? Może zrobić wiele. Przykład Marka Probosza napawa optymizmem i nadzieją. Z drugiej strony od 2005 nie powstał jeszcze żaden film hollywoodzkiego formatu o jednym z „najważniejszych bohaterów 20 wieku” jak napisał o Pileckim The New York Times. Sądzimy, że wywiad ten niezmiernie ułatwi drogę naszym profesjonalnym ekspertom z Warszawy do Pana Marka Probosza, który niewątpliwie wie, jak zrobić taki film i z kim zjeść lunch w tej sprawie w Los Angeles.
Cezary Krystopa i Waldemar Biniecki